30 marca 2003 roku przed drugoligowym meczem Śląska z Arką, na ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu doszło do ogromnej bitwy. Było to starcie dwóch wielkich koalicji, Arki-Lecha-Zagłębia Lubin ze Śląskiem-Lechią i Wisłą. Niestety podczas całej bójki zginął jeden z sympatyków Arki, który został zasztyletowany przez kibica Wisły. Skutki zadymy w liczbach: 223 osoby zatrzymane, 190 dostało zarzuty, a około 120 oskarżyła prokuratura.

Niepotwierdzone informacje: Kibice Śląska mieli dogadany układ z policją, że pozwolą im na konfrontację ze śledziami. Interwencję rozpoczęli dopiero po kilku minutach, a osoby bezpośrednio zawinięte to sympatycy Arki. Po starciu Wrocławianie mogli swobodnie sobie uciec i nie byli gonieni przez policję. Sprzętu ponoć używali tylko Wiślacy. Liczyli oni na obecność Cracovii, ale ich wrogowie zza miedzy nie brali udziału w tej bijatyce.

 

Relacja kibica Śląska, który uczestniczył w bójce : 

Od rana czekaliśmy na nich. Dochodziły nas słuchy, że będzie replay wydarzeń warszawskich. Miała nas odwiedzić najlepsza ekipa w Polsce, na fali stołecznego sukcesu. Nigdy we Wrocławiu nikt się nie przebiegł po Śląsku, każdy wiedział i wierzył w to, że Legię mogli przekopać ale nas nie pokonają , chyba że zabiją. To był dzień w którym na 3 godziny przed meczem było 200-300 (nie przypadkowych) osób chętnych do sprawdzenia śledzi z kolegami. Na pół godziny przed awanturą, oceniam liczbę osób przy bunkrze na Stalowej na ok. 400 osób. Z powodu kilku godzin koczowania na ulicy i kilkunastu minut do rozpoczęcia meczu, spora część ludzi udaje się na stadion. Wtedy nadchodzą, ciężko mi dzisiaj po latach ocenić, ale ilościowo było mniej więcej po równo po 150-200 osób na stronę… z naszej perspektywy, jak pola Grunwaldu przed decyzją Jagiełły , cały ruch na ulicy wstrzymany, widać na horyzoncie że idzie ekipa. Niesamowicie cicho wtedy było przez kilkadziesiąt sekund, kiedy zbliżyli się na ok. 300m. zobaczyliśmy pierwszy szereg – duże kurwa to były konie, trzymali się pod ręce i ruszyli w naszym kierunku.

Nie którzy nie wytrzymali u nas presji i zaczęli rejterować, jednak klapsami w pysk i krzykiem zawróciliśmy większość do szyku, kilka/naście osób odbiło w bok. Wtedy na raz wydarzyły się trzy rzeczy, ruszył tramwaj ze słynnym „przypadkowym” reporterem TVN-u, w naszą prawą stronę wjechały psy a my ruszyliśmy na przyjezdnych z przeraźliwym darciem mordy.To był nasz chuligański mecz życia, hołd dla miasta i klubu, nie tylko dla mnie jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu. Tutaj relacje wszystkich zainteresowanych się różnią 🙂 a prawda była taka: Śląsk wjechał w Arkę wspomaganą Zagłębiem Lubin i Lechem i ich rozjebał w starciu bezpośrednim na środku ulicy, triada (bez Cracovii w tym dniu) zaczęła spierdalać. Wisła działała tylko na prawym skrzydle tam zakończył przygodę z chuliganką ś.p. Mari z Arki.

Po pierwszym szoku i zostawionych na pastwę wrocławskich butów kolegach, śledzie stają po raz drugi na środku ulicy. Na kilka sekund, grad ciosów i psychologia tłumu biegnącego z okrzykiem bitewnym i pianą na ustach robią swoje, goście uciekają w popłochu. Kilkaset metrów dalej, pojedyncze jednostki odwracają się do nas twarzami po raz trzeci, w koło jest juz jednak pełno policji, rzucają w nas kostkami brukowymi (dzieje się to już na wysokości chodnika, na którym zaraz będą leżeć jako gwiazdy wieczornych dzienników w całej Polsce) uciekali około kilometra, pewnie niektórzy zakończyli przygodę z kibicowaniem po tej wizycie w Twierdzy Wrocław. Nam zajęło mnóstwo czasu ewakuowanie się z miejsca zdarzenia, taksówki, chowania po piwnicach, wjazdy do przypadkowych mieszkań etc. Policja zaangażowała baaaaardzo duże siły do zatrzymania uczestników, w większości kibiców przyjezdnych rzecz jasna, wrocławscy winni rozpłynęli się.

Zapłaciliśmy swoją cenę w ludziach później, wjeżdżali do domów na podstawie ustaleń z monitoringu , zdjęć, tudzież poszlak.

Dziś zginął śmiercią tragiczną, zamordowany przez ludzi z Wrocławia, jeden z nas. Jechał na mecz Arki. Nie dojechał.

Na jego drodze stanęli ludzie, którzy jeszcze niedawno tak głośno protestowali, gdy dwóch z nich zostało ciężko poparzonych. Tym razem oni sami zdecydowali się podobnie przywitać gości. Siekierami, tasakami i nożami. Nie zdążył uciec, trafiony przewrócił się. Leżącego dobili…

Teraz trzeba usiąść, poukładać wszystko, przemyśleć. Co będzie dalej? Na pewno nie zapomnimy. 30.03.2003, ta data na zawsze pozostanie w naszej pamięci…

redakcja, 30.03.2003

marii
  • NaStadionie

 

Źródło:kibole.wroclaw.pl arkowcy.pl 

Foto: arkowcy.pl ; wiadomosci.gazeta.pl wyborcza.pl ; 

Share This