Relacja Ratajskich Fanatyków z wyjazdu do Marsylii na mecz z Ukrainą:

” Trzeci tydzień czerwca niechybnie powinien kojarzyć się Kibolom Kolejorza z losowaniem przeciwników w europejskich pucharach. Rozkminki z kim, jakim transportem, w jakiej liczbie, z uwagi na sportową postawę naszych kopaczy musimy niestety odłożyć na (oby!) przyszły rok. Ratajscy Fanatycy znaleźli jednak sposób na wypełnienie luki pomiędzy minionym, a nadchodzącym sezonem ligowym.
Pomysł na wyprawę do Francji na Mistrzostwa Europy padł na miesiąc przed terminem składania wniosków o bilety. Głównym celem była wyprawa na mecz Polska – Niemcy, jednak los postanowił rzucić nas do Marsylii na pojedynek z Ukrainą. Mecz na słynnym „Stade Velodrome” – mimo, że stadion jest po przebudowie – wydawał się świetną opcją.
Zdecydowaliśmy się na transport lotniczy. Loty poukładały się na tyle korzystnie, że udało się wyruszyć z Ławicy. Po jednej przesiadce, zameldowaliśmy się w Marsylii kilkanaście godzin przed pierwszym gwizdkiem. Na pokładzie samolotu mieliśmy przedsmak tego, co zazwyczaj jest kojarzone z meczami kadry – kilka osób próbujących rozkręcić regularny doping, będących pod wpływem dobrodziejstw strefy wolnocłowej.
Dzień meczowy zaczęliśmy od szybkiego zwiedzania miasta, oczekując jednocześnie na przyjazd znajomych z Lecha i Arki. Po ich przyjeździe w „Starym porcie” prezentujemy wspólnie dobrze znaną flagę „Polska – Węgry”. W okolicy najbardziej rzucały się w oczy większe delegacje ŁKS-u Łódź oraz Śląska Wrocław. Widoczne również grupki Węgrów. Na stadion docieramy pochodem, który okazał się być już trzecim tego dnia Wyruszyliśmy dość wcześnie, przez co ominęły nas atrakcje zafundowane przez nową koalicję. Pod stadionem na około 2.5h przed meczem było już sporo polskich ekip w większych lub mniejszych grupach. Generalnie można śmiało stwierdzić, że Marsylia tego dnia była opanowana przez Polaków. Ukraińców – poza pikolami – w większych ekipach nie stwierdzono. Jeśli ktoś wybrał się bez biletu – bez problemu mógł kupić pod stadionem. Ofertę „half price!” słyszeliśmy kilkukrotnie.
Na meczu, w centralnym punkcie trybuny za bramką, na którą w drugiej połowie atakowali Polacy, zajęła miejsce nasza debiutująca flaga reprezentacyjna „Ratajscy Fanatycy”.
Na trybunach przez większość meczu regularny piknik, 3-4 okrzyki (bo trudno to nazwać przyśpiewkami) powtarzane na okrągło. Podczas hymnu przed rozpoczęciem meczu pojawiły się pojedyncze race plus transparent u dołu trybuny o treści „Obrońcy europejskiej kultury”. Sam hymn został zaśpiewany bardzo dobrze, aż żal, że była to tylko jedna zwrotka. W trakcie trwania pierwszej połowy następuje poruszenie w szeregach kilku polskich ekip, spowodowane pojawieniem się przedstawicieli nowej koalicji. Do niczego poważnego jednak nie dochodzi. Pod koniec meczu kilka jednostek próbuje zmotywować resztę trybun do zabawy, intonując znane wszystkim bywalcom kadry przyśpiewki oraz zapodając „rakietę”, która w porównaniu do tej poznańskiej, została wykonana w kosmicznym wręcz tempie. 
Wieczorem po meczu przyszedł czas na świętowanie awansu z grupy z naszym znajomym z Arki, z którym wspólnie wyruszyliśmy w środę rano na dalszy etap „Tour de France”. Piękna trasa wzdłuż wybrzeża doprowadziła nas do St Tropez, gdzie biesiadowaliśmy przez następne dwa dni.
Następnym przystankiem była Nicea. Pierwszy dzień spędziliśmy na plażowaniu, a następnie zwiedzaniu tego pięknego miasta. Kilkukilometrowa promenada, port oraz wąskie, boczne uliczki tworzą niesamowity klimat. Zarówno za dnia, jak i po zmroku.
W tym miejscu pragniemy podziękować koledze P. oraz reszcie ekipy za gościnę! Pojebani & Rataje!
Mało brakowało, a mecz ze Szwajcarią również obejrzelibyśmy z poziomu trybun. Niestety ze względu na przeciwności losu, które spotkały nas w czasie wyprawy, ostatecznie odpuściliśmy. Pojedynek 1/8 przyszło nam obejrzeć w Monaco, natomiast ostatni wieczór we Francji minął na oglądaniu meczu Chorwacja – Portugalia w jednej z knajp w Nicei. Na mieście można było spotkać kibiców prawie wszystkich reprezentacji biorących udział w turnieju, w tym najliczniejsi byli Anglicy i Chorwaci. Panował typowo piknikowy klimat, wspólne pijackie śpiewy różnych nacji dało się usłyszeć niemal w każdym ogródku piwnym.
W niedzielę pożegnaliśmy się z Lazurowym Wybrzeżem i wyruszyliśmy w podróż do Polski. Ostatnia kąpiel w morzu i ok. 15:00 zameldowaliśmy się na lotnisku, gdzie udało się obejrzeć fragment meczu Francja – Irlandia. Po 16:00 byliśmy już w samolocie do Berlina, a ostatni odcinek trasy pokonaliśmy PolskimBusem.
„Tour de France” wypadł zdecydowanie na plus. Z perspektywy czasu możemy żałować, że wybraliśmy się tylko na jeden mecz, niemniej wykorzystaliśmy okres spędzony we Francji w 100%.
Stare powiedzenie głosi jednak, że „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, także z niecierpliwością odliczamy dni do pierwszej kolejki ligowej – Wszyscy do Wrocławia! „

  
13557889_283736821977514_756582160940641773_n
  • NaStadionie
13590260_283736738644189_4726546946667014279_n
  • NaStadionie

źródło i foto: Ratajscy Fanatycy

Share This