Jeden z największych dymów nie tylko lat 90-tych, ale i w całej historii polskiego ruchu kibicowskiego. Jeden z ostatnich Finałów Pucharu Polski, budzących wielkie emocje. Oto kilka relacji uczestników tamtych wydarzeń, pochodzące z trzech różnych zinów wydanych w 1995. Treść została przedstawiona wiernie, z zaledwie kosmetycznymi zmianami, ponieważ chcieliśmy uchwycić klimat tamtych czasów. Nie znaczy to że identyfikujemy się z autorami lub ich opiniami zawartymi w tekście. Po prostu przedstawiamy historię tak jak widzieli i czuli to tamci kibice. Zaczynamy…

Relacja kibica Legii:

Nikt przed meczem nie spodziewał się, że chuligani z Legii dadzą taki popis walki z psami. Wszystko zaczęło się planowo. Około 450-osobowa grupa kiboli GKS-u traci przed meczem (na stadionie) 2 flagi, , a w trakcie jeszcze kolejne dwie.

Po końcowym gwizdku hools z Legii biegną w kierunku GKS-u, aby ich zlinczować. Leci w ich sektor kilka brech i jak zwykle we wszystko wkręca się policja, która w tym momencie staje się głównym celem ataków Legii. W jednym momencie w psów zaczynają lecieć dechy, kawałki reklam i metalowe pręty. Policja co i rusz atakuje po czym pod naporem i kontratakiem kiboli musi się cofać do punktu wyjścia, czyli pod sektor Gieksy. „Piechota” policyjna jest bez szans, więc do boju ruszają konni (psy na koniach – niezły skecz!). W konnych (i konie) lecą brechy i krzesła. Przed oczami wypłoszonych zwierząt biega gość z wielką flagą Legii. Po kilku nieudanych natarciach policja wycofuje się nieco. W tym momencie walka toczy się już na całej płycie, a atakujących jest ok. 300-400 głów. „Fani” GKS-u w tym momencie ROBIĄ SWOJE, CZYLI WRZESZCZĄ: „JEBAĆ LEGIĘ” zamiast od tyłu zaatakować zszokowanych psów. Policja widząc, że to nie przelewki, z kibolami Legii w otwartym polu nie da się walczyć, wysyła do boju dwie armatki wodne. Trzeba przyznać, że dają one tyle co nic, a jedynie strumieniami wody chłodzą spocone głowy kiboli Legii, Pogoni i Sosnowca. Pod krytą po ataku psów i tłoku kiboli przewraca się ogrodzenie. Co bystrzejsi kibole wyrywają z niego pręty metalowe, aby poprzebijać w armatkach opony (w jednej się udaje). W tym samym czasie psy są atakowane z „Żylety”. Lecą w nich butelki, kamienie, pręty i krzesełka. Tu walka trwa ok. 20 min. Po szturmie psiarskim udaje się dostać na trybuny, co równoznaczne jest z końcem wojny, która trwała grubo ponad godzinę.

Było to pranie policji na dużą skalę skoro tę bitwę pokazywano w zachodniej TV. Jednym słowem „zabawa” była super, a przy okazji po raz kolejny okazało się, że policję też można solidnie poobijać.

Relacjonuje kibic Zagłębia:

Na ten mecz w Sosnowcu czekano już od dawna. Pojechały dwa autokary plus kibice którzy wyruszyli pociągami. Razem fanów z Sosnowca było ok. 200. Kibole którzy podróżowali autokarami lekko się spóźnili, po drodze obrzucając kamieniami jeden z autokarów GKS-u. Ci co przyjechali pociągami w nocy lub rano zaliczyli kolejno zgony, większość najeb*** leżała pod Zamkiem Królewskim i fontanną pod Pałacem Kultury. „Fiedia” popchnął Legionistom dwie dziewczyny za wino. Na meczu wspaniała atmosfera, doping, race. Legia zdobyła Puchar Polski. Potem zaczyna się szaleństwo, a po szaleństwie… zadyma, jedna z większych w ostatnim czasie w kraju. Atak kibiców na GKS i policję. Dupy dali kibice GKS-u, którzy nic nie zrobili. Dla większego efektu użyto armatek wodnych, które potem zostały uszkodzone! Do akcji zostały włączone oddziały pał na koniach. Zadyma cały czas rozgrywała się na płycie boisk, potem przeniosła się poza stadion, na ulice Warszawy, gdzie policja miała już zdecydowaną przewagę. Zaczęło się pałowanie, spisywanie i zgarnianie.
Powrót do Sosnowca pociągami i autokarami. Po drodze w jednym ze sklepów na stacji CPN-u znika towar z półek za który nic nie płacimy.

Słynne derby Krakowa w 1943 ! Pobity sędzia oraz zawodnicy, zobacz relację TUTAJ

Relacjonuje kibic GKS-u:

Do Warszawy prawie wszyscy kibice GKS-u pojechali autokarami, ale byli też tacy, co jechali pociągiem. Na każdym zajeździe wielkie bydło, kradzieże, demolki. Przed Warszawą pały zatrzymały autokary. Czekaliśmy na resztę GieKSy by wspólnie wjechać do stolicy. Wszyscy kibole wyszli na drogę, wspólny śpiew i zablokowaliśmy trasę na 15 minut. W Warszawie kibole Legii rzucali kamieniami i w większości autokarów powybijali szyby. Na meczu nas ponad 600 osób. Legia skasowała z płotu flagę. Potem jeszcze parę razy, ale od razu leciały na nich ławki. Po meczu kibole Legii wyszli na boisko i od razu duża ilość Legionistów ruszyła do nas. Ostra wymiana kamieni, a potem wojna kibiców Legii trwała już tylko z pałami. Droga do Katowic była podobna, jak ta do Warszawy

Krótka prasówka pomeczowa: 

 „Najbliższy mecz stołeczna Legia rozegra bez udziału publiczności. Po rozegranym w środę pucharowym spotkaniu z GKS Katowice, na stadionie i w mieście policja zatrzymała 31 chuliganów. Do kolegium wykroczeń trafiły 22 wnioski, siedmiu młodzieńców ukarano mandatami, dwóch pojechało do izby wytrzeźwień, dowiedzieliśmy się wczoraj w Komendzie Stołecznej Policji. Straty Zarządu Transportu Miejskiego zdemolowanych autobusów szacowane są na około 100 milionów złotych (oczywiście starych złotych).

Wywiad z policjantami dla „Super Expressu”:

Mieliśmy śmierć w oczach

Po „bitwie” na stadionie Legii reporterzy „Super Expressu” wysłuchali policjantów. Bezpośrednio po walce, ocierając jeszcze pot z czoła opowiedzieli, co sądzą o zajściach. Oto co usłyszeliśmy:

-Stadion zaczęliśmy obstawiać już na dwie godziny przed meczem. Uspokajano nas, że zadymy nie powinno być, a my jesteśmy tam tylko po to, by robić wrażenie.

Rzeczywiście. Przez cały mecz było spokojnie. Nawet w przerwie niewiele się działo. Rozróba zaczęła się dopiero po końcowym gwizdku. Nie wiedzieliśmy, że kibice zostaną wpuszczeni na boisko. I nie byliśmy na to przygotowani. Nasi dowódcy też. Kiedy ludzie wtargnęli na murawę, wysłano na nich konną policję. Nie wiem po jaką cholerę, bo efekt tego był taki, że prawie wszystkie konie zostały ranne. A poza tym rozwścieczyło to tylko kibiców. No i poszło na całego.

Nikt nie umiał zapanować nad sytuacją. W tym piekle wszyscy potracili głowy. Nie było dowodzenia. Zabrakło koordynacji w działaniu. Wysłano nas na pomoc konnym. Nie mieliśmy jednak żadnych szans przeciwko setkom kibiców. Ochroniarze (z firmy Misztala-red.), którzy powinni byli nam pomagać, widząc co się święci pierwsi dali nogę.

Wyszliśmy na trawę zupełnie nie przygotowani. Niektórzy nie mieli nawet tarcz i musieli zasłaniać się przed deskami i kamieniami, plastikowymi krzesełkami, którymi w nas rzucano. Raz po raz któryś z nas obrywał. W pewnym momencie znalazłem się niedaleko trybuny GKS-u. Nie dość, że bombardowali nas ci z Legii, to jeszcze z tyłu rzucali w nas kibice Katowic. Ci, którzy wszczęli burdę, to nie byli kibice. To pijane dzieciaki. Dechami rzucał nawet dziadek. Na oko miał ze 60 lat. Pijany był jak bela.

Nasi dowódcy potraktowali nas jak armatnie mięso. Krzyczeli „atak”, choć przeciwników było 10 na 1. Mieliśmy śmierć w oczach.

Nie wiem czemu, kiedy jedna kompania atakowała i dostawała łomot, druga stała bezczynnie parę metrów dalej. Użycie armatek to był bezsens. Łały nawet po nas. Albo straty bez sensu na środku boiska.

Prawie każdy z policjantów, którzy byli na stadionie, został mniej czy bardziej ranny.

Zabieraliśmy kibicom Legii szaliki. Jak ktoś nie chciał oddać, to dostawał pałą. Potem te szaliki rzucaliśmy kibicom GKS. Fakt ponosiły nas nerwy. Wpadliśmy w szał i później pałowaliśmy naprawdę mocno. Ale co mieliśmy zrobić?…

Legendarna awantura podczas meczu Polska – Anglia ! Zobacz relację TUTAJ

Dodatkowe relacje:

Jeśli chodzi o PP w Warszawie chciałbym napisać kilka zdań na temat postawy GKS-u. Kiedy my walczyliśmy z policją GKS nie odezwał się ani słowem na policję, nie mówiąc już o tym by próbował dymić z mundurowymi, a przecież GKS-u nie było mało bo około 600-700 osób. Gdy policja zaczęła iść na nas i wybijać, uderzać pałami w tarczę w jeden rytm, GKS wybijał, wyklaskiwał również ten rytm. Uważam takie zachowanie za niegodne. Hanysy stracili trzy flagi, dwie duże „Giszowiec” i angielską w barwach GKS-u oraz jedną mniejszą.

 „Z Sosnowca na tym meczu 150 szala (w tym 2 autokary). Była też Pogoń. GKS-u około 700. Większość autokarami. Jeden z nich po drodze zepsół się i trafił na nasz autokar. Ich środek lokomocji trochę ucierpiał. Był to fan-club GKS-u z Jaworzna. Na meczu GKS traci 4 flagi. Skrojona zostaje nawet flaga Gieksy, z którą skoczył spadochroniarz. Po meczu godzinna walka Legii, Pogonii, Zagłębia z pałami na murawie. Psom nie pomagają ani polewaczki, ani konnica policyjna, ani ochroniarze meczu. Niebiescy dostają niezły oklep. Po godzinie dopiero mendy wpadają na „Żyletę” i kończą dym.

Bijatyka w Katowickim spodku, piękne wspomnienie lat 90-tych ! Zobacz relację TUTAJ

Źródło + Foto: zin SZALIKOWCY ; TMK , zin ULTRASI 1995 nr. 12, gzg64 , hooligans.cz, Duch Trybun

Share This